"Ta kara jest symboliczna, żeby nie powiedzieć, że żenująca"
- Ta kara jest symboliczna, żeby nie powiedzieć, że żenująca. Biorąc pod uwagę, że za takie okrucieństwo już od wielu lat w Polsce zapadają kary bezwzględnego pozbawienia wolności, złożyliśmy od tego wyroku apelację. Domagamy się, aby sąd uznał, że to było szczególne okrucieństwo, biorąc pod uwagę cierpienie zwierzęcia i to, że Nynek nie przeżył katowania. Domagamy się podwyższenia kary do trzech lat pozbawienia wolności bez zawieszenia i orzeczenia dziesięcioletniego zakazu posiadania zwierząt
- mówiła mecenas Katarzyna Topczewska, która reprezentuje w sprawie Stowarzyszenie Animal SOS dla Zwierząt, oskarżyciela posiłkowego.
"Właściciel nic sobie z tego nie robił, nigdy nie przeprosił"
W czwartek (11 czerwca) w Sądzie Okręgowym w Łodzi, gdzie odbyła się pierwsza rozprawa apelacyjna, była także Katarzyna Rezler, wiceprezes Stowarzyszenia Animal SOS dla Zwierząt oraz pełnomocniczka burmistrza Aleksandrowa Łódzkiego ds. zwierząt.
- Osobiście zabierałam Nynka od właściciela, pies był umierający. Wył, skamlał, nie był w stanie się poruszać. Właściciel nic sobie z tego nie robił, nigdy nie przeprosił, nie przyszedł na rozprawę, nie wyraził skruchy. Ten zwierzak dwa miesiące odchodził w cierpieniu i dla mnie jest to skandal, że taki wyrok w ogóle zapadł, że jest zgoda na cierpienie zwierząt.
Dramat Nynka ujrzał światło dzienne dzięki sąsiadce
Dramat Nynka trwał wiele miesięcy, a światło dzienne ujrzał 12 lutego 2025 roku. Policjanci z Aleksandrowa Łódzkiego dostali informację, że w jednym z mieszkań dochodzi do znęcania się nad psem. Przekazała ją sąsiadka Jacka P., właściciela Nynka. Okazało się, że mężczyzna nie karmił ani nie leczył wiekowego i mocno schorowanego zwierzęcia. Do tego, ponieważ Nynek nie chodził, mężczyzna kilkanaście razy wciągał go za obrożę po schodach - pies wysuwał się z niej i spadał ze stopni. Obrażenia zwierzęcia były tak poważne, że mimo dwumiesięcznej walki o jego życie nie udało się Nynka uratować.
W lutym br. w Sądzie Rejonowym w Zgierzu Jacek P. został skazany na 10 miesięcy prac społecznych i 6 lat zakazu posiadania zwierząt. Od wyroku odwołał się zarówno prokurator, jak i Stowarzyszenie Animal SOS dla Zwierząt. Po wysłuchaniu ich głosów sędzia Monika Stefaniak-Dąbrowska odroczyła wydanie wyroku do 24 czerwca.
Komentarze (0)