reklama

Mały Staś z Tuli Luli ma dom! W nim nie tylko kochających rodziców, ale i babcię, psy oraz... kury [FOTO]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Mały Staś z Tuli Luli ma dom! W nim nie tylko kochających rodziców, ale i babcię, psy oraz... kury [FOTO] - Zdjęcie główne
Autor: archiwum prywatne | Opis: Mały Staś z Tuli Luli ma prawdziwy dom.
Zobacz
galerię
10
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
RegionMały Staś z łódzkiej Fundacji Gajusz ma nową rodzinę. Jego historię opisywaliśmy na łamach TuLodz.pl w grudniu 2025 roku. Chłopczyk nie mieszka już w ośrodku Tuli Luli, ale we własnym domu pod Wrocławiem. Ma nie tylko kochających rodziców, ale też babcię, psy i... kury.
reklama

Na apel odpowiedziało niemal 400 osób

W grudniu 2025 roku Fundacja Gajusz prosiła o pomoc w nagłośnieniu ważnego apelu. Podopieczny ośrodka Tuli Luli skończył roczek, więc zgodnie z prawem nie powinien już tam mieszkać. Nie było kandydatów na rodziców adopcyjnych. To oznaczało jedno: Staś trafi do domu dziecka. Jedyną szansą była rodzina zastępcza. Na ogłoszenie dopowiedziało niemal 400 osób.

Pani Magdalena po raz pierwszy zobaczyła Stasia na profilu facebookowym Fundacji Gajusz. Chłopczyk sfotografowany tyłem na korytarzu, w ręku trzymał mały niebieski samochodzik.

Mimo że rodzina mieszkała pod Wrocławiem, a Staś w Łodzi, pani Magdalena nie odpuściła. Jej mąż, Tiago, choć początkowo sceptyczny, wypowiedział słowa, które stały się ich przepowiednią: Jak będzie nam dane zostać rodzicami Stasia, to się nam uda. Zaraz po Nowym Roku zadzwonił telefon z fundacji. Pani Magdalena nie pamięta przebiegu tej rozmowy - była w zbyt wielkim szoku, że to właśnie ich wybrano do kolejnego etapu.

reklama

Przyszli rodzice nie przestraszyli się diagnozy

Kilka dni później, podczas spotkania online, rodzice poznali szczegóły dotyczące zdrowia chłopca. Dowiedzieli się, że mama Stasia prawdopodobnie nadużywała alkoholu w ciąży. Temat FAS nie był im obcy, znali go ze szkolenia dla rodzin adopcyjnych. Wiedzieli, co to może oznaczać. Nie przestraszyli się i chcieli go poznać. 

W dniu, w którym Dorota Grodzka, dyrektor ośrodka Tuli Luli prowadzonego przez Fundację Gajusz, zadzwoniła z oficjalnym zaproszeniem na pierwsze spotkanie ze Stasiem, pani Magdalena znajdowała się na szpitalnym oddziale ratunkowym. 

- Stałam na SOR-ze, czekając na prześwietlenie, kiedy odebrałam telefon. Powiedziałam tylko odruchowo: pani Doroto, tylko ja nogę złamałam! 

reklama

- wspomina ze śmiechem.  

W piątek (23 stycznia) przyszli rodzice Stasia przyjechali do Łodzi. Pani Magdalena pamięta oblodzone chodniki i schody, które musiała pokonać o kuli, żeby wejść na pierwsze piętro.  

Stasia najbardziej zainteresowała... kula ortopedyczna

Pani Magda przyjechała w ortezie, z lekkim trudem, ale z uśmiechem i łzami wzruszenia w oczach. Jej mąż był obok, a w jego spojrzeniu było dokładnie to samo poruszenie. Staś odpowiedział w sposób, który trudno zapomnieć. Najpierw zaciekawienie, potem uśmiech, jakby widział znajome twarze. Zwykle był ostrożny wobec obcych, a tym razem było inaczej.

Podczas tego pierwszego spotkania Stasia najbardziej zainteresowała... kula ortopedyczna pani Magdy. A na pożegnanie przybił piątkę. Do poniedziałku mieli podjąć decyzję. 

reklama

- Najbardziej burzliwy weekend w życiu. Nie spaliśmy w ogóle 

- wspomina pani Magdalena. 

Rozmawiali, ważyli, zastanawiali się. Kluczowym etapem historii były tygodnie intensywnej adaptacji. Żeby proces przejścia do nowej rodziny był dla Stasia jak najmniej stresujący, Magdalena i Tiago na trzy tygodnie zamieszkali w siedzibie fundacji. Pod okiem specjalistów uczyli się jego rytmu dnia, potrzeb i charakteru. 

"W słuchawce na chwilę zapadła cisza. Potem przyszły łzy"

Ostatecznie, 6 marca, dwa miesiące po pierwszym kontakcie, nadeszła pozytywna decyzja sądu.

- Zadzwoniłam do pani Magdy. Kiedy powiedziałam, że jest postanowienie i że Staś może jechać do domu, w słuchawce na chwilę zapadła cisza. A potem przyszły łzy - szczęścia, niedowierzania, ulgi. Radość mieszała się z pośpiechem, wzruszenie z organizacją wyjazdu

reklama

- opowiada dyrektor Tuli Luli. 

Następnego dnia Staś zamieszkał w swoim nowym domu. Babcia przygotowała rosół, który zjedli razem przy stole. Jedynie psy wzbudziły początkowo nieufność Stasia, ale po kilku pieszczotach i przytulaskach chłopiec zyskał wspaniałych kompanów do codziennych zabaw.   

Okazało się, że Staś ma wielką pasję do ogrodu i kur - codziennie zbiera jajka, podlewa kwiatki, dba o własną grządkę. Zasadził pomidory, ma swoje grabki i taczkę. Uwielbia też śpiewać.

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Artykuł pochodzi z portalu tulodz.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo